niedziela, 14 czerwca 2009

Film

Ciekawie zrobiony, niestety, po angielsku. Ale są obrazki i czasem napisy :)

Truskawki

Przypominam, że truskawki wolno!

Dlatego polecam: 

płatki kukurydziane (bio, bez cukru) z musem truskawkowym (blender i można podawać);

koktail z kefirem i dwoma łyżkami jogurtu;

truskawki samopas;

truskawki;

truskawki;

truskawki;

I cieszyć się, póki są. I denerwuje mnie fakt, że ich obecność na rynku łączy się z obecnością sesji. I cieszę się, że nie jestem alergikiem.

A, i nie można przesadzać. Dieta dopuszcza garść jagodowych na dzień. 

środa, 6 maja 2009

Zagęszczenie.

Sosy robimy tak samo, jak do tej pory, tylko kwaśną śmietanę zastępujemy jogurtem, a mąkę - mąką żytnią. Wychodzą. Nie są tak dobre, jak prawdziwe, ale i mniej kaloryczne.

Identycznie zasmażka. Na mącę żytniej.

Nie ryzykowałabym wlewania jogurtu prosto do zupy/sosu zamiast słodkiej śmietany.

Pomidorówki nie zabielamy, więc problem zniknął.

niedziela, 3 maja 2009

Muszę się pochwalić.

Jestem geniuszem. Przyjechałam w środę do domu i radośnie w czwartek zaczęłam wchodzić w schematy. Palenie w piecu, gotowanie obiadu, mycie garów, przerabianie chleba. Pierwszy raz od listopada 2006 roku po przerobieniu chleba nie odłożono zaczynu.

Tak, zapomniałam odłożyć trochę ciasta. Tak, dzięki mnie o mało nie byłoby co jeść. 

Mama Autystyka wzięła żur i wymieszała go z surową mąką. Sklepy pozamykane, długi weekend. 

Jeśli mam być szczera, to dzięki mnie jedliśmy najlepszy chleb w naszym życiu. Żur z dodatkami ociągał się i Tata Autystyka pojechał po zakwas ze słoikiem do piekarni. Trudno uwierzyć, ale mu dali. Nie wiem, jakie wspomagacze miał ten zakwas, ale chleb odlot. Żur też daliśmy, a co!

Do dobrych rad dodaję: nie rób zakwasu sam - w piekarni mają go na wiadra. I do ciasta można wlać trochę żuru. Nie szkodzi. Zastanawiam się teraz, czy cokolwiek ciastu szkodzi...

wtorek, 28 kwietnia 2009

Kawa. Popołudniowa, żeby nie było.

Kawa. Wydawałoby się, że raczej nie ma wpływu.

Jednak, kiedy komponowałam dietę, okazał się, że nie wolno kawy i herbaty. Tak, czarnej, czerwonej i zielonej. Na szczęście, bo nie lubię herbaty.

Gorzej z kawą. Na szczęście Pani Doktor powiedziała, że można, ale tylko arabicę. Nie wiem, dlaczego. Muszę Mamy Autystyka spytać. Wiem, że to reklama, ale to jest tzw. tania i dobra i jeszcze zdrowa kawa.

Tak więc pysznej popołudniowej kawy w porcelanowych filiżankach (wybaczcie ten pleonazm, wiem, że filiżanki są tylko z porcelany) życzy głodna jak pies Siostra.

piątek, 24 kwietnia 2009

Panierka.

Mama Autystyka robiła obiad na szybko. Nie panierowała jak my, w płatkach, tylko w otrębach. Podejrzewamy rodzinnie, że pszennych, ale trudno. Ważne, że pyszne było. No i nie w bułce. Jak tylko spróbuję, to zrobić, to pokażę i powiem, czy to rzeczywiście były otręby, jakby ktoś mógł potwierdzić, że tak można, to proszę. Bo domniemane otręby znajdowały się w torebce papierowej po mące i nie byliśmy w stanie sprawdzić, co to jest. 

wtorek, 7 kwietnia 2009

Mielone.

Dziś, tak jak kiedyś obiecywałam, mielone. Metoda wykonania podobna, jak przy klopsikach, jednak tutaj robimy prawdziwe, duże, mięsne mielone.

Mięso najlepiej mielić w sklepie na miejcu - gulasz, łopatka, kawałki kurczaka, indyka. Może być też polędwica za 90zł/kg, ale mój budżet ma swoje granice. Może być też mielone pakowane firmowo w masarni, ale to wersja dla odważnych. Mięso w misce ukraszamy dużą ilością przypraw i dwoma całymi jajkami (bez skorupek). Wyrabiamy ciasto, następnie mielone, do mąki żytniej i na patelnię. Obsmażamy na piękny złoty kolor na wolnym ogniu. 

Można podać z marchewką na gęsto a, jeśli kto nie lubi (jak Autystyk, nie chwyci się), to z ogórkami kiszonymi. Albo z jednym i drugim. 

sobota, 4 kwietnia 2009

Na prośbę Ezehiela, znaczy Azzahara - Sól ziołowa

Dzięki uprzejmości stacji sanepidu w jednej podgórskiej miejscowości. Potrzebne składniki:
łyżeczka
słoiczek po soli przecenionej w kauflandzie dzięki kończącej się dacie przydatności, taki z odkręcanym młynkiem
sól morska gruboziarnista

No i zioła i przyprawy. Kolejne warstwy od dołu to:
pieprz czarny grubo mielony
pieprz zielony, też nie za drobny
płatki czosnkowe
płatki słodkiej suszonej papryki
papryka słodka mielona
papryka ostra mielona

Jak widać, na przerost nazwana ziołową, bo odmówiłam dodania kminku, majeranku, oregano, bazylii i kilku innych reklamówek z magicznego pudełeczka. Teraz tylko przemieszać i mielić :) 

Mielę to na pomidory, ogórki, mięso, twarożek, wszystko. Tylko czasami trzeba dosalać :)

wtorek, 31 marca 2009

Marchewka na gęsto

Ktoś w końcu się zorientuje, że marchewka, przynajmniej w pierwszym etapie, jest zakazana, ale podaję przepis na najlepsze jedzenie w tamtej galaktyce.

Przepis banalny. Marchewkę trzemy na tarce o grubych oczkach, prosto do gara - wygodniej.

Podlewamy odrobiną wody i dusimy do miękkości. Mama Autystyka twierdzi, że 12 min wystarczy. W międzyczasie przygotowujemy zasmażkę - tak, czym byłby świat bez zasmażki? Zdrowszy byłby, ale marchewka bez zasmażki to nie to. Z łyżki mąki żytniej powinna wystarczyć. Na rumiano, kolorem się nie przejmować. 

Podstawowa zasada dodawania zasmażki: ciepłe do zimnego bądź na odwrót, nie dwa w tej samej temperaturze! Więc dodajemy, mieszamy do bulgotania i można dodawać do obiadu. 

Bąapetit!

poniedziałek, 23 marca 2009

Dwa kozaka.



Pociechy moje, panowie mego serca, radości jedyne. 

Jeszcze ze trzy noce będą cierpieć na bezsenność, a staną się bohaterami tego bloga w dosłownym sensie.

piątek, 20 marca 2009

Kura raz jeszcze.

A teraz wersja kury z poprzedniego postu o mniejszej (chyba) ilości tłuszczu. Dla nielubiących płatków kukurydzianych. Tym razem posoliłam mięso i było lepsze niż poprzednio. Na wierzchu osławiony omlet. Pycha!

środa, 18 marca 2009

Kura.

Wykonanie tego oto posiłku zleciłam Nadwornemu Malarzowi, szybko analizując zawartość lodówki i skoro ona sobie poradziła, to każdy da radę. Mnie przy wykonywaniu nie było.

Kura z cacykami. Może być z czymkolwiek, ale mamy nadmiar ogórków.

Pierś pojedynczą kroimy tak, żeby było po dwa plastry na osobę. Nie wiem, jak Malarz tego dokonała, ale ja tylko konsumowałam. Obtaczamy w przyprawach. W naszym przypadku była to własnoręcznie (pozdrowienia dla sanepidu w pewnej podgórskiej miejscowości, kochamy was :*) wykonana sól ziołowa, na którą przepis podam, jak dorwę kabel do komórki. W soli było za mało soli, więc było niesłone. Ale i tak pyszne. 
Zostawiamy zwłoki do przegryzienia i przygotowujemy sobie miejsce pracy. Można oczywiście położyć mięso na grillu lub patelni beztłuszczowej i będzie niskokaloryczny obiad, ale my lubimy tłuszcz. Dlatego na talerzyk wysypujemy mąkę żytnią (tę, co do chleba) i potłuczone płatki kukurydziane, a w pojemniku roztrzepujemy jajko z wyżej wspomnianą solą i czosnkiem (dużo czosnku). 
Pilnujemy, żeby wszystko było w odpowiedniej kolejności, żeby nie ganiać po całej kuchni jak Nadworny Malarz. Ona to lubi. Kawałki zwłok do mąki, jajka i kukurydzy i na patelnię na dużo rozgrzanego tłuszczu. Przesadzam. Nie musi być dużo. Smażymy, aż nie będzie widać pojedyczych płatków. Przynajmniej tak twierdzi Malarz. Ja się nie wtrącam, ważne, że zjadłam. Podajemy z cacykami, bo nic więcej w domu chwilowo nie było.Bonapetit.

P.S. I tak najlepszy był omlet z resztek! I składamy oficjalne życzenia Nadwornemu Malarzowi. Wiek ma już niebanalny! 

czwartek, 12 marca 2009

Jak zacząć?

O dziwo, ludzi, którzy stwierdzili, że mają dość nawracających dolegliwości i wizyt u lekarzy, którzy nie wiedzą, jak pomóc, jest w Polsce całkiem dużo. Kto z nas tego nie zna? Uporczywy łupież, comiesięczne zapalenie pochwy, trądzik młodzieńczy, różowaty, jakieś uczulenia, katar sienny, wrażliwa skóra, bóle miesiączkowe, cysty, kaszaki, a nawet autyzm i śmierć osób cierpiących na nowotwory i AIDS - za te wszystkie i wiele innych dolegliwości odpowiada właśnie candida, albicans i inne. Wstrętne, rozrośnięte, znudzone życiem drożdże. Do dziś lekarze na całym świecie uważają, że kandydoza (formalna nazwa przerostu) dotyczy wyłącznie ludzi wyniszczonych chemio- i radioterapią, zarażonych HIV i niektórych upośledzonych umysłowo. Ja twierdzę, że ponad połowa moich znajomych ma mnóstwo symptomów wskazujących na nieprawidłową dietę.

Dobra. Decydujemy się. Koniec z pompowanym chlebem, herbatą z mlekiem/cytryną, ziemniaczkami i makaronem. Co w takim razie można jeść, zanim upieczemy pierwszy chleb i przekonamy się do brązowego ryżu?

1. Wafle ryżowe lub kukurydziane. Zwane chrupkami, chlebkiem i styropianem. Większość dostępnych na rynku dmuchana jest z brązowego ryżu czy ziaren kukurydzy z dodatkiem soli i, czasami, innych przypraw. UWAGA! Niektóre, na przykład cynamonowe są z dodatkiem cukru bądź syropu glukozowego! Czytamy uważnie skład, nie kupujemy tych w polewie czekoladowej/jogurtowej, ani tych, na których wyraźnie nie podano, z jakiego ryżu są. Pamiętamy, że ryż biały jest bezwartościowy. I zły.
Nie kupujemy: z białego ryżu, z dodatkiem pszenicy, cukru, nadmiaru aromatów, słodzików.

2. Pieczywo chrupkie, to reklamowane i to z tańszych półek w hipermarkecie. Najlepiej tylko żytnie
UWAGA na żytnie mieszane z pszenym, dodatki słodzące i inne. Uważnie czytamy skład, bo tylko to najdroższe jest robione bez dodatków. Takie żytnie z czerwoną etykietką. Większość jest upiększana i mieszana z pszenicą. Mogą zawierać dodatki owsa, jęczmienia, ryżu brązowego.

3. Chrupki kukurydziane, te lekkie, flipsy. Oczywiście, szukamy naklejki Bez dodatku cukru lub przeczesujemy skład. Czekoladowe, toffi i truskawkowe odpadają od razu, ale paprykowe i inne słone najczęściej mogą zostać w koszyku.

4. Kornflejksy lajt, lub te z charakterystycznym logo Agencji Rynku Rolnego (do dostania tylko za darmo, niestety). Oryginalne niestety są dosładzane.

5. Znienawidzona owsianka, bez mleka oczywiście! Czasami do gotowej dosypywałam mleko sojowe, dla smaku. Jednak z mlekiem sojowym należy uważać. Nie mam przy sobie etykietki, ale chyba zawiera słód/syrop kukurydziany. Te smakowe są na pewno dosładzane.

6. Kasze: jęczmienna, kukurydziana, jaglana, gryczana. Odpada kuskus i manna!

7. Jogurt naturalny, proszę państwa! Zarówno do jedzenia, jak i jako maseczka i tampon do... Tego, no, łagodzi.

8. Makaron fasolowy. W życiu nie widziałam sojowego, chociaż szukałam. Najczęściej tak nazywa się makaron ryżowy, który smakuje podobnie jak płatki ryżowe mama tata i ja. Fasolowy jest dużo smaczniejszy i sprawdza się w rosole. 

Na początku diety, i po każdym przerwaniu, dopada nas odpowiedź głodowa. Organizm, nie dostając pięknego, czystego, rafinowanego cukru, wariuje i nie wierzy, że coś zjadł. Przez kilka dni chodziłam cały czas jedząc wafle ryżowe z pastą z ciecierzycy, czy czegoś takiego. Bo byłam głodna. Po tygodniu przechodzi :)

środa, 11 marca 2009

Rady doświadczonego piekarza...

... albo do jakich wniosków doszła Mama Autystyka po tylu bochenkach.
(Przepis na chleb tutaj)

1. Przepis na chleb nie jest typowym przepisem z piekarni. Ciasto jest mokre i lejące i raczej nie można z niego formować bułeczek. Ale jest przekwaszone, mokre i smaczne. I nic tak nie smakuje jak smalec roztapiający się na chlebie świeżo wyjętym z piekarnika. Smalec też domowy.

2. Te wszystkie rady (które ja też podałam w przepisie) o chrupiącej skórce można sobie darować. Bez polewania wodą też będzie jadalne. 

3. Higiena jest ważna, ale jeśli raz na czas zostawimy zakwas w pojemniku, w którym wyrabialiśmy chleb, zamiast przekładać do słoiczka, to też nic się nie stanie. A i ciasto się lepiej poczuje.

4. Zakwas lepiej się czuje w lodówce, chociaż na logikę powinien w cieple. Nie wiem, z czego to wynika.

5. W etapie pierwszym zakwas z mąką może się przegryzać całą noc i nic mu nie będzie. Natomiast w trzecim i czwartym ciasto bardzo szybko przerasta, klapie i robi się zakalec (odpowiednio: po sześciu i czterech godzinach). Nie należy też za długo piec, chociaż takie mocno wypieczone (po 2 godziny) też jadłam. Po przerośnięciu robią się dziury i skórka odchodzi.

6. Przy posypywaniu ciasta mąką należy sypać z dłoni, nie prosto z torebki, bo grudy się robią.

7. Chleb nie za bardzo nadaje się do grzanek, jest wilgotny prawie tak, jak pumpernikiel, a zrobiona z niego bułka tarta przypala się nieco szybciej niż normalna. Mielimy w mikserze z miską i ostrzami, nie wiem, jak się takie coś nazywa. Robot kuchenny?

8. Kromeczki za to robią wrażenie jako kanapki do szkoły i do pracy. 

9. Maczanek nie próbowałam robić. Piętki zjada Nadworny Malarz albo pies, oboje żyją. Reszta schodzi w przemiale.

10. Jak już pisałam, do ciasta można dodać właściwie wszystko. Mama Autystyka dodawała nawet kaszę jaglaną.  

czwartek, 5 marca 2009

Klopsiki według własnej inwencji.

Przepis wymyśliłam w trakcie kilkudniowego, głębokiego i niczym niezmąconego myślenia nad tym, co bym tu zjadła. I co zrobić, żeby było zdrowe, proste i żeby Nadworny Malarz poradziła sobie z przygotowaniem. W efekcie robiłam sama, Malarz tylko kroiła cebulę.

Składniki:
25 dag łopatki wieprzowej mielonej w sklepie na miejscu
25 dag gulaszu wołowego mielonego w sklepie na miejscu
1,5 dużej cebuli
4 ząbki czosnku
0,7 l przecieru pomidorowego
mąka żytnia (ta sama, co do chleba), sól, pieprz, bazylia, papryka ostra, słodka, każda, natka pietruchy

Zaczynamy od wywalenia mięska do miski, dorzucenia do niego: posiekanej natki pietruszki, soli, pieprzu, papryki i jednego jajka bez skorupki. Ja wkładam dłoń, niektórzy mogą być wrażliwi. Lepiej mięso wcześniej wyciągnąć z lodówki, żeby w rękę tak wściekle zimno nie było. Jak wymieszamy, mokrą ręką formujemy malutkie (3cm średnicy) pulpety i obtaczamy w mące żytniej. W międzyczasie zatrudniamy kogoś do siekania drobno cebulki i czosnku. Na patelni (głębokiej i z pokrywką!) rozgrzewamy olej, oliwę, cokolwiek i delikatnie wykładamy klopsiki. nie ruszamy za bardzo, żeby trochę poprzywierały. Tak, jestem zwolennikiem delikatnej zasmażki, byle nie za często. Obsmażamy ze wszystkich stron, robimy wolne miejsce na patelni i dodajemy cebulkę.Pod przykrywkę i czekamy, aż się zeszkli. Następnie czosnek i znowu chwilę dusić. Na wszystko wylewamy przecier pomidorowy, sypiemy od serca bazylii, przykrywamy, zmniejszamy ogień i zostawiamy do przegryzienia. Całkiem długo może się tak dusić. Sos potrzebuje jeszcze dużo soli i pieprzu i jest przerażająco pomidorowy. Wersja końcowa, podana (oczywiście) z brązowym ryżem, prezentuje się tak:
Z boku widać surówkę karmiącą kandydę - jedno jabłko utarte z jedną marchewką, skropione sokiem z cytryny. Robione ze składników znalezionych. Smacznego :)

P.S. Nienawidzę klasycznych mielonych, nie lubię niespodzianek w postaci kawałków cebuli i bułki, ani panierki, ani tego, że w efekcie w środku są surowe. Ja w ogóle nigdy nie lubiłam mielonych. Nie licząc sznycli Mamy Autystyka, które może kiedyś też zaprezentuję :)

piątek, 27 lutego 2009

Chleb jak u Mamy :)

Dziś przepis na chleb, który piecze codziennie Mama Autystyka. W tej formie został opracowany ponad dwa lata temu i wysyłany znajomym, z których ani jeden nie podjął się pieczenia. Chociaż zakwas brali wielokrotnie :) Do dzieła!

1.
Do miski dajemy kwas (około dwóch łyżek), szklankę mąki i szklankę wody. Mieszamy mikserem dokładnie, przykrywamy ścierką (lepiej czystą, dla estetyki, bo chlebowi pewnie by nie przeszkadzało) i odstawiamy w ciepłe miejsce na całą noc.

2.
Do wcześniej wspomnianej miski dokładamy trzy szklanki wody i trzy szklanki mąki i miksujemy. W tym etapie dodajemy wszelkie przyprawy, sól, nasiona (słonecznik, itp.). Miksujemy rano, przykrywamy ścierką (może być ta z wieczora) i zostawiamy w ciepłym miejscu do popołudnia.

3. 
Jak urośnie i będzie nieźle śmierdzieć dodajemy cztery szklanki mąki, miksujemy, odkładamy dwie łyżki do słoja i do lodówki, resztę przekładamy do dwóch wyłożonych papierem (takim do pieczenia, śniadaniowy przywiera na amen, Tata Autystyka sprawdził) keksówek. Ciasto powinno zająć około połowę objętości. Bez obaw - bochenki urosną i wyjdą z formy :) Moczymy w wodzie dłoń (ja moczę po łokieć) i gładzimy ciasto tak, żeby było wilgotne, następnie bierzemy nóż i robimy mokrym ostrzem kratkę, żeby ciasto równo rosło. Posypujemy mąką, przykrywamy ścierką i w ciepłe miejsce do wieczora. 

4.
Na 55 min do nagrzanego pieca [180o] jak urośnie tak, aby lekko podnieść ścierkę. Jak przerośnie to może się zrobić zakalec. Po 55 min nie wyłączamy pieca, otwieramy i polewamy każde ciasto łyżką wody, zamykamy i jeszcze na 5 min.

Objaśnienia i dobre rady:
Mąka - żytnia mąka wysokiej jakości. Przepis na tyle uniwersalny, że powinno wyjść z każdej, jednak im grubsza, tym mniej udane. My kupujemy prosto z młyna, taką przeznaczoną do pieczenia, a nie do żuru.
 
Kwas - przy pierwszym pieczeniu Mama Autystyka dodała trochę drożdży do ciasta, w trzecim etapie odłożyła dwie łyżki i zostawiła do skwaśnięcia w ciepłym miejscu. Za drugim razem dodała już kwas, za trzecim urosło porządnie. Zakwas, kwas czy zaczyn to właśnie skwaśniałe ciasto i to na tym prawidłowo piecze się chleb. Zgodnie z zasadami diety żadnych drożdży miało nie być, ale po chlebie, w który zęba się wbić nie dało Mama Autystyka się poddała.
 
Do ciasta można dodać właściwie wszystkie przyprawy, zioła, nasiona a nawet pokrojone warzywa. Jakkolwiek miękka cebula nie smakuje najlepiej.

Sprawdzaliśmy, zamiast papieru do pieczenia, smarować i wysypywać blachę, ale nie działa. Dno wyszło razem z ciastem za którymś razem. Kolejna porcja dobrych rad, kiedy je spiszę. Przez trzy lata pieczenia chleba trochę się tego nazbierało:)





środa, 18 lutego 2009

Drób na obiad.

Dziś będzie przykład pożywnego obiadu, który karmi nas, a nie grzyba.

Potrzebne będą: pierś indycza, pieczarki (umyte, pokrojone w plasterki), kubeczek jogurtu, łyżka mąki żytniej, po marchewce na osobę i garść żurawiny. No i woreczek ryżu brązowego, u mnie na trzy osoby wystarczył. Aż za dużo było.

Potężną pierś z równie potężnego indyka (powinien pochodzić z hodowli, gdzie nie faszerowano go hormonami i antybiotykami) nacieramy pieprzem, solą i papryką (chyba dla koloru) i zostawiamy na noc. Można nitką obwiązać, żeby się lepiej trzymało i łatwiej smażyło. Następnie na odrobinie oleju na patelni obsmażamy ze wszystkich stron na ładny, złoty kolor, zostawiamy w spokoju i z boku układamy pieczarki. Jak te się podsmażą, dolewamy wody, przykrywamy i niech się dusi.

Marchewkę myjemy, obieramy, myjemy, pilnujemy, żeby ziemia do surówki się nie dostała i trzemy na drobnych oczkach. Solimy i dorzucamy garść żurawiny suszonej dla smaku. Surówka kandydotwórcza, ale przecież nie będziemy się żywić samym twarogiem. Jak ktoś nie ma żurawiny, mogą być rodzynki, ale nie jest tak smaczne. W wersji szkodliwej, marchewkę posłodzilibyśmy i to byłby koniec. Ale my, zamiast curku, dodamy łyżkę, dwie jogurtu naturalnego, żeby się związało.

Ponieważ mięso się już udusiło, pieczarki zrobiły się miękkie, a sos jest aromatyczny, przystępujemy do zabielania. Pierś wyciągamy na deskę, żeby nie przeszkadzała. Jogurt (ja dałam połowę dużego kubka, czyli koło szklanki) mieszamy z łyżką mąki żytniej (tak, żeby nie było grudek), rozcieńczamy odrobiną sosu i dodajemy do gotujących się pieczarek. Mieszamy do zagotowania, szybko i dokładnie, żeby kluch nie było. Można podawać.

Podajemy z ryżem brązowym albo dowolną dozwoloną kaszą, z makaronem ryżowym nie będzie dobre. Całość wyglądała tak:

wtorek, 17 lutego 2009

Jak wybierać chleb?

Podstawą diety dużej części ludzi jest chleb. Na śniadanie, pierwsze i drugie, do obiadu i na kolację. Ale jaki chleb jest dobry i jaki jest naprawdę chlebem?

W hipermarketach pełno jest pieczywa, które jest niewyrośnietą masą z mąki, wody i drożdży, z dodatkiem karmelu, spulchniacza i ziaren zbóż. Tylko tak naprawdę nie jest to chleb. 

Ciasto chlebowe musi przeleżeć i dojrzeć, nie wystarczy dodać zwykłych drożdży, konieczny jest zakwas, czyli odrobina ciasta z poprzedniego pieczenia. Ciasto, jak wino, musi postać całą noc, urosnąć, pofermentować, inaczej stworzy spędzające naszemu społeczeństwu sen z powiek złogi w jelitach. Nie powinno wyrabiać się chleba z oczyszczonej mąki pszennej, a z razowej, orkiszowej, nie barwionej karmelem na piękny brąz. Najlepsza jest mąka żytnia. Ale chleba z żytniej na zakwasie w Polsce wciąż brakuje. 

Chleb powinien mieć ziarenka. Żeby chrupał. Mój, niestety, ma. Wszystko, co Mamie Autystyka trafi w ręce. Soja, sezam, słonecznik, dynia, ciecierzyca, siemię lniane, płatki owsiane, nawet cebula i żurawina, ale akurat nie wychodzi. Pewnie dobry będzie też mak, suszona śliwka, morela, figa, otręby czy orzechy. Tylko z owocami suszonymi należy uważać. Nie tylko są źródłem szkodliwego cukru, ale też konserwantów.

Skąd pewność, że w piekarni niczego nie dosypali? Nie ma. Dlatego zachęcam do pieczenia cgleba w domu i ekserymentowania. A jak wreszcie zdobędę zdjęcia z procesu przerabiania, pieczenia i jedzenia, to podam przepis na nasz chleb :)

niedziela, 8 lutego 2009

Wielki początek albo witajcie :)

Jeszcze w październiku postanowiłam założyć blog o kandydzie (nie, tego nie piszemy dużą), aby podzielić się cierpieniem w tęsknocie za pierogami, podzielić się przepisami i znaleźć innych, którzy walczą z grzybem. Udało się w przerwie sesyjnej.

Candida albicans. Pozornie przyjazny, stały mieszkaniec naszego przewodu pokarmowego. Dręczy wszystkich autystyków i większość populacji. Chwilowo nie będę namawiać do zmiany diety, bo to nic za sobą nie niesie, ale może ktoś sam z siebie postanowi spróbować :)

Autystykowi pomogło, mnie też. Mama Autystyka jest zachwycona, Tata mniej. Trudno. Kończę, bo pierwszej notki i tak nikt nie przeczyta :)