piątek, 27 lutego 2009

Chleb jak u Mamy :)

Dziś przepis na chleb, który piecze codziennie Mama Autystyka. W tej formie został opracowany ponad dwa lata temu i wysyłany znajomym, z których ani jeden nie podjął się pieczenia. Chociaż zakwas brali wielokrotnie :) Do dzieła!

1.
Do miski dajemy kwas (około dwóch łyżek), szklankę mąki i szklankę wody. Mieszamy mikserem dokładnie, przykrywamy ścierką (lepiej czystą, dla estetyki, bo chlebowi pewnie by nie przeszkadzało) i odstawiamy w ciepłe miejsce na całą noc.

2.
Do wcześniej wspomnianej miski dokładamy trzy szklanki wody i trzy szklanki mąki i miksujemy. W tym etapie dodajemy wszelkie przyprawy, sól, nasiona (słonecznik, itp.). Miksujemy rano, przykrywamy ścierką (może być ta z wieczora) i zostawiamy w ciepłym miejscu do popołudnia.

3. 
Jak urośnie i będzie nieźle śmierdzieć dodajemy cztery szklanki mąki, miksujemy, odkładamy dwie łyżki do słoja i do lodówki, resztę przekładamy do dwóch wyłożonych papierem (takim do pieczenia, śniadaniowy przywiera na amen, Tata Autystyka sprawdził) keksówek. Ciasto powinno zająć około połowę objętości. Bez obaw - bochenki urosną i wyjdą z formy :) Moczymy w wodzie dłoń (ja moczę po łokieć) i gładzimy ciasto tak, żeby było wilgotne, następnie bierzemy nóż i robimy mokrym ostrzem kratkę, żeby ciasto równo rosło. Posypujemy mąką, przykrywamy ścierką i w ciepłe miejsce do wieczora. 

4.
Na 55 min do nagrzanego pieca [180o] jak urośnie tak, aby lekko podnieść ścierkę. Jak przerośnie to może się zrobić zakalec. Po 55 min nie wyłączamy pieca, otwieramy i polewamy każde ciasto łyżką wody, zamykamy i jeszcze na 5 min.

Objaśnienia i dobre rady:
Mąka - żytnia mąka wysokiej jakości. Przepis na tyle uniwersalny, że powinno wyjść z każdej, jednak im grubsza, tym mniej udane. My kupujemy prosto z młyna, taką przeznaczoną do pieczenia, a nie do żuru.
 
Kwas - przy pierwszym pieczeniu Mama Autystyka dodała trochę drożdży do ciasta, w trzecim etapie odłożyła dwie łyżki i zostawiła do skwaśnięcia w ciepłym miejscu. Za drugim razem dodała już kwas, za trzecim urosło porządnie. Zakwas, kwas czy zaczyn to właśnie skwaśniałe ciasto i to na tym prawidłowo piecze się chleb. Zgodnie z zasadami diety żadnych drożdży miało nie być, ale po chlebie, w który zęba się wbić nie dało Mama Autystyka się poddała.
 
Do ciasta można dodać właściwie wszystkie przyprawy, zioła, nasiona a nawet pokrojone warzywa. Jakkolwiek miękka cebula nie smakuje najlepiej.

Sprawdzaliśmy, zamiast papieru do pieczenia, smarować i wysypywać blachę, ale nie działa. Dno wyszło razem z ciastem za którymś razem. Kolejna porcja dobrych rad, kiedy je spiszę. Przez trzy lata pieczenia chleba trochę się tego nazbierało:)





środa, 18 lutego 2009

Drób na obiad.

Dziś będzie przykład pożywnego obiadu, który karmi nas, a nie grzyba.

Potrzebne będą: pierś indycza, pieczarki (umyte, pokrojone w plasterki), kubeczek jogurtu, łyżka mąki żytniej, po marchewce na osobę i garść żurawiny. No i woreczek ryżu brązowego, u mnie na trzy osoby wystarczył. Aż za dużo było.

Potężną pierś z równie potężnego indyka (powinien pochodzić z hodowli, gdzie nie faszerowano go hormonami i antybiotykami) nacieramy pieprzem, solą i papryką (chyba dla koloru) i zostawiamy na noc. Można nitką obwiązać, żeby się lepiej trzymało i łatwiej smażyło. Następnie na odrobinie oleju na patelni obsmażamy ze wszystkich stron na ładny, złoty kolor, zostawiamy w spokoju i z boku układamy pieczarki. Jak te się podsmażą, dolewamy wody, przykrywamy i niech się dusi.

Marchewkę myjemy, obieramy, myjemy, pilnujemy, żeby ziemia do surówki się nie dostała i trzemy na drobnych oczkach. Solimy i dorzucamy garść żurawiny suszonej dla smaku. Surówka kandydotwórcza, ale przecież nie będziemy się żywić samym twarogiem. Jak ktoś nie ma żurawiny, mogą być rodzynki, ale nie jest tak smaczne. W wersji szkodliwej, marchewkę posłodzilibyśmy i to byłby koniec. Ale my, zamiast curku, dodamy łyżkę, dwie jogurtu naturalnego, żeby się związało.

Ponieważ mięso się już udusiło, pieczarki zrobiły się miękkie, a sos jest aromatyczny, przystępujemy do zabielania. Pierś wyciągamy na deskę, żeby nie przeszkadzała. Jogurt (ja dałam połowę dużego kubka, czyli koło szklanki) mieszamy z łyżką mąki żytniej (tak, żeby nie było grudek), rozcieńczamy odrobiną sosu i dodajemy do gotujących się pieczarek. Mieszamy do zagotowania, szybko i dokładnie, żeby kluch nie było. Można podawać.

Podajemy z ryżem brązowym albo dowolną dozwoloną kaszą, z makaronem ryżowym nie będzie dobre. Całość wyglądała tak:

wtorek, 17 lutego 2009

Jak wybierać chleb?

Podstawą diety dużej części ludzi jest chleb. Na śniadanie, pierwsze i drugie, do obiadu i na kolację. Ale jaki chleb jest dobry i jaki jest naprawdę chlebem?

W hipermarketach pełno jest pieczywa, które jest niewyrośnietą masą z mąki, wody i drożdży, z dodatkiem karmelu, spulchniacza i ziaren zbóż. Tylko tak naprawdę nie jest to chleb. 

Ciasto chlebowe musi przeleżeć i dojrzeć, nie wystarczy dodać zwykłych drożdży, konieczny jest zakwas, czyli odrobina ciasta z poprzedniego pieczenia. Ciasto, jak wino, musi postać całą noc, urosnąć, pofermentować, inaczej stworzy spędzające naszemu społeczeństwu sen z powiek złogi w jelitach. Nie powinno wyrabiać się chleba z oczyszczonej mąki pszennej, a z razowej, orkiszowej, nie barwionej karmelem na piękny brąz. Najlepsza jest mąka żytnia. Ale chleba z żytniej na zakwasie w Polsce wciąż brakuje. 

Chleb powinien mieć ziarenka. Żeby chrupał. Mój, niestety, ma. Wszystko, co Mamie Autystyka trafi w ręce. Soja, sezam, słonecznik, dynia, ciecierzyca, siemię lniane, płatki owsiane, nawet cebula i żurawina, ale akurat nie wychodzi. Pewnie dobry będzie też mak, suszona śliwka, morela, figa, otręby czy orzechy. Tylko z owocami suszonymi należy uważać. Nie tylko są źródłem szkodliwego cukru, ale też konserwantów.

Skąd pewność, że w piekarni niczego nie dosypali? Nie ma. Dlatego zachęcam do pieczenia cgleba w domu i ekserymentowania. A jak wreszcie zdobędę zdjęcia z procesu przerabiania, pieczenia i jedzenia, to podam przepis na nasz chleb :)

niedziela, 8 lutego 2009

Wielki początek albo witajcie :)

Jeszcze w październiku postanowiłam założyć blog o kandydzie (nie, tego nie piszemy dużą), aby podzielić się cierpieniem w tęsknocie za pierogami, podzielić się przepisami i znaleźć innych, którzy walczą z grzybem. Udało się w przerwie sesyjnej.

Candida albicans. Pozornie przyjazny, stały mieszkaniec naszego przewodu pokarmowego. Dręczy wszystkich autystyków i większość populacji. Chwilowo nie będę namawiać do zmiany diety, bo to nic za sobą nie niesie, ale może ktoś sam z siebie postanowi spróbować :)

Autystykowi pomogło, mnie też. Mama Autystyka jest zachwycona, Tata mniej. Trudno. Kończę, bo pierwszej notki i tak nikt nie przeczyta :)