wtorek, 31 marca 2009

Marchewka na gęsto

Ktoś w końcu się zorientuje, że marchewka, przynajmniej w pierwszym etapie, jest zakazana, ale podaję przepis na najlepsze jedzenie w tamtej galaktyce.

Przepis banalny. Marchewkę trzemy na tarce o grubych oczkach, prosto do gara - wygodniej.

Podlewamy odrobiną wody i dusimy do miękkości. Mama Autystyka twierdzi, że 12 min wystarczy. W międzyczasie przygotowujemy zasmażkę - tak, czym byłby świat bez zasmażki? Zdrowszy byłby, ale marchewka bez zasmażki to nie to. Z łyżki mąki żytniej powinna wystarczyć. Na rumiano, kolorem się nie przejmować. 

Podstawowa zasada dodawania zasmażki: ciepłe do zimnego bądź na odwrót, nie dwa w tej samej temperaturze! Więc dodajemy, mieszamy do bulgotania i można dodawać do obiadu. 

Bąapetit!

poniedziałek, 23 marca 2009

Dwa kozaka.



Pociechy moje, panowie mego serca, radości jedyne. 

Jeszcze ze trzy noce będą cierpieć na bezsenność, a staną się bohaterami tego bloga w dosłownym sensie.

piątek, 20 marca 2009

Kura raz jeszcze.

A teraz wersja kury z poprzedniego postu o mniejszej (chyba) ilości tłuszczu. Dla nielubiących płatków kukurydzianych. Tym razem posoliłam mięso i było lepsze niż poprzednio. Na wierzchu osławiony omlet. Pycha!

środa, 18 marca 2009

Kura.

Wykonanie tego oto posiłku zleciłam Nadwornemu Malarzowi, szybko analizując zawartość lodówki i skoro ona sobie poradziła, to każdy da radę. Mnie przy wykonywaniu nie było.

Kura z cacykami. Może być z czymkolwiek, ale mamy nadmiar ogórków.

Pierś pojedynczą kroimy tak, żeby było po dwa plastry na osobę. Nie wiem, jak Malarz tego dokonała, ale ja tylko konsumowałam. Obtaczamy w przyprawach. W naszym przypadku była to własnoręcznie (pozdrowienia dla sanepidu w pewnej podgórskiej miejscowości, kochamy was :*) wykonana sól ziołowa, na którą przepis podam, jak dorwę kabel do komórki. W soli było za mało soli, więc było niesłone. Ale i tak pyszne. 
Zostawiamy zwłoki do przegryzienia i przygotowujemy sobie miejsce pracy. Można oczywiście położyć mięso na grillu lub patelni beztłuszczowej i będzie niskokaloryczny obiad, ale my lubimy tłuszcz. Dlatego na talerzyk wysypujemy mąkę żytnią (tę, co do chleba) i potłuczone płatki kukurydziane, a w pojemniku roztrzepujemy jajko z wyżej wspomnianą solą i czosnkiem (dużo czosnku). 
Pilnujemy, żeby wszystko było w odpowiedniej kolejności, żeby nie ganiać po całej kuchni jak Nadworny Malarz. Ona to lubi. Kawałki zwłok do mąki, jajka i kukurydzy i na patelnię na dużo rozgrzanego tłuszczu. Przesadzam. Nie musi być dużo. Smażymy, aż nie będzie widać pojedyczych płatków. Przynajmniej tak twierdzi Malarz. Ja się nie wtrącam, ważne, że zjadłam. Podajemy z cacykami, bo nic więcej w domu chwilowo nie było.Bonapetit.

P.S. I tak najlepszy był omlet z resztek! I składamy oficjalne życzenia Nadwornemu Malarzowi. Wiek ma już niebanalny! 

czwartek, 12 marca 2009

Jak zacząć?

O dziwo, ludzi, którzy stwierdzili, że mają dość nawracających dolegliwości i wizyt u lekarzy, którzy nie wiedzą, jak pomóc, jest w Polsce całkiem dużo. Kto z nas tego nie zna? Uporczywy łupież, comiesięczne zapalenie pochwy, trądzik młodzieńczy, różowaty, jakieś uczulenia, katar sienny, wrażliwa skóra, bóle miesiączkowe, cysty, kaszaki, a nawet autyzm i śmierć osób cierpiących na nowotwory i AIDS - za te wszystkie i wiele innych dolegliwości odpowiada właśnie candida, albicans i inne. Wstrętne, rozrośnięte, znudzone życiem drożdże. Do dziś lekarze na całym świecie uważają, że kandydoza (formalna nazwa przerostu) dotyczy wyłącznie ludzi wyniszczonych chemio- i radioterapią, zarażonych HIV i niektórych upośledzonych umysłowo. Ja twierdzę, że ponad połowa moich znajomych ma mnóstwo symptomów wskazujących na nieprawidłową dietę.

Dobra. Decydujemy się. Koniec z pompowanym chlebem, herbatą z mlekiem/cytryną, ziemniaczkami i makaronem. Co w takim razie można jeść, zanim upieczemy pierwszy chleb i przekonamy się do brązowego ryżu?

1. Wafle ryżowe lub kukurydziane. Zwane chrupkami, chlebkiem i styropianem. Większość dostępnych na rynku dmuchana jest z brązowego ryżu czy ziaren kukurydzy z dodatkiem soli i, czasami, innych przypraw. UWAGA! Niektóre, na przykład cynamonowe są z dodatkiem cukru bądź syropu glukozowego! Czytamy uważnie skład, nie kupujemy tych w polewie czekoladowej/jogurtowej, ani tych, na których wyraźnie nie podano, z jakiego ryżu są. Pamiętamy, że ryż biały jest bezwartościowy. I zły.
Nie kupujemy: z białego ryżu, z dodatkiem pszenicy, cukru, nadmiaru aromatów, słodzików.

2. Pieczywo chrupkie, to reklamowane i to z tańszych półek w hipermarkecie. Najlepiej tylko żytnie
UWAGA na żytnie mieszane z pszenym, dodatki słodzące i inne. Uważnie czytamy skład, bo tylko to najdroższe jest robione bez dodatków. Takie żytnie z czerwoną etykietką. Większość jest upiększana i mieszana z pszenicą. Mogą zawierać dodatki owsa, jęczmienia, ryżu brązowego.

3. Chrupki kukurydziane, te lekkie, flipsy. Oczywiście, szukamy naklejki Bez dodatku cukru lub przeczesujemy skład. Czekoladowe, toffi i truskawkowe odpadają od razu, ale paprykowe i inne słone najczęściej mogą zostać w koszyku.

4. Kornflejksy lajt, lub te z charakterystycznym logo Agencji Rynku Rolnego (do dostania tylko za darmo, niestety). Oryginalne niestety są dosładzane.

5. Znienawidzona owsianka, bez mleka oczywiście! Czasami do gotowej dosypywałam mleko sojowe, dla smaku. Jednak z mlekiem sojowym należy uważać. Nie mam przy sobie etykietki, ale chyba zawiera słód/syrop kukurydziany. Te smakowe są na pewno dosładzane.

6. Kasze: jęczmienna, kukurydziana, jaglana, gryczana. Odpada kuskus i manna!

7. Jogurt naturalny, proszę państwa! Zarówno do jedzenia, jak i jako maseczka i tampon do... Tego, no, łagodzi.

8. Makaron fasolowy. W życiu nie widziałam sojowego, chociaż szukałam. Najczęściej tak nazywa się makaron ryżowy, który smakuje podobnie jak płatki ryżowe mama tata i ja. Fasolowy jest dużo smaczniejszy i sprawdza się w rosole. 

Na początku diety, i po każdym przerwaniu, dopada nas odpowiedź głodowa. Organizm, nie dostając pięknego, czystego, rafinowanego cukru, wariuje i nie wierzy, że coś zjadł. Przez kilka dni chodziłam cały czas jedząc wafle ryżowe z pastą z ciecierzycy, czy czegoś takiego. Bo byłam głodna. Po tygodniu przechodzi :)

środa, 11 marca 2009

Rady doświadczonego piekarza...

... albo do jakich wniosków doszła Mama Autystyka po tylu bochenkach.
(Przepis na chleb tutaj)

1. Przepis na chleb nie jest typowym przepisem z piekarni. Ciasto jest mokre i lejące i raczej nie można z niego formować bułeczek. Ale jest przekwaszone, mokre i smaczne. I nic tak nie smakuje jak smalec roztapiający się na chlebie świeżo wyjętym z piekarnika. Smalec też domowy.

2. Te wszystkie rady (które ja też podałam w przepisie) o chrupiącej skórce można sobie darować. Bez polewania wodą też będzie jadalne. 

3. Higiena jest ważna, ale jeśli raz na czas zostawimy zakwas w pojemniku, w którym wyrabialiśmy chleb, zamiast przekładać do słoiczka, to też nic się nie stanie. A i ciasto się lepiej poczuje.

4. Zakwas lepiej się czuje w lodówce, chociaż na logikę powinien w cieple. Nie wiem, z czego to wynika.

5. W etapie pierwszym zakwas z mąką może się przegryzać całą noc i nic mu nie będzie. Natomiast w trzecim i czwartym ciasto bardzo szybko przerasta, klapie i robi się zakalec (odpowiednio: po sześciu i czterech godzinach). Nie należy też za długo piec, chociaż takie mocno wypieczone (po 2 godziny) też jadłam. Po przerośnięciu robią się dziury i skórka odchodzi.

6. Przy posypywaniu ciasta mąką należy sypać z dłoni, nie prosto z torebki, bo grudy się robią.

7. Chleb nie za bardzo nadaje się do grzanek, jest wilgotny prawie tak, jak pumpernikiel, a zrobiona z niego bułka tarta przypala się nieco szybciej niż normalna. Mielimy w mikserze z miską i ostrzami, nie wiem, jak się takie coś nazywa. Robot kuchenny?

8. Kromeczki za to robią wrażenie jako kanapki do szkoły i do pracy. 

9. Maczanek nie próbowałam robić. Piętki zjada Nadworny Malarz albo pies, oboje żyją. Reszta schodzi w przemiale.

10. Jak już pisałam, do ciasta można dodać właściwie wszystko. Mama Autystyka dodawała nawet kaszę jaglaną.  

czwartek, 5 marca 2009

Klopsiki według własnej inwencji.

Przepis wymyśliłam w trakcie kilkudniowego, głębokiego i niczym niezmąconego myślenia nad tym, co bym tu zjadła. I co zrobić, żeby było zdrowe, proste i żeby Nadworny Malarz poradziła sobie z przygotowaniem. W efekcie robiłam sama, Malarz tylko kroiła cebulę.

Składniki:
25 dag łopatki wieprzowej mielonej w sklepie na miejscu
25 dag gulaszu wołowego mielonego w sklepie na miejscu
1,5 dużej cebuli
4 ząbki czosnku
0,7 l przecieru pomidorowego
mąka żytnia (ta sama, co do chleba), sól, pieprz, bazylia, papryka ostra, słodka, każda, natka pietruchy

Zaczynamy od wywalenia mięska do miski, dorzucenia do niego: posiekanej natki pietruszki, soli, pieprzu, papryki i jednego jajka bez skorupki. Ja wkładam dłoń, niektórzy mogą być wrażliwi. Lepiej mięso wcześniej wyciągnąć z lodówki, żeby w rękę tak wściekle zimno nie było. Jak wymieszamy, mokrą ręką formujemy malutkie (3cm średnicy) pulpety i obtaczamy w mące żytniej. W międzyczasie zatrudniamy kogoś do siekania drobno cebulki i czosnku. Na patelni (głębokiej i z pokrywką!) rozgrzewamy olej, oliwę, cokolwiek i delikatnie wykładamy klopsiki. nie ruszamy za bardzo, żeby trochę poprzywierały. Tak, jestem zwolennikiem delikatnej zasmażki, byle nie za często. Obsmażamy ze wszystkich stron, robimy wolne miejsce na patelni i dodajemy cebulkę.Pod przykrywkę i czekamy, aż się zeszkli. Następnie czosnek i znowu chwilę dusić. Na wszystko wylewamy przecier pomidorowy, sypiemy od serca bazylii, przykrywamy, zmniejszamy ogień i zostawiamy do przegryzienia. Całkiem długo może się tak dusić. Sos potrzebuje jeszcze dużo soli i pieprzu i jest przerażająco pomidorowy. Wersja końcowa, podana (oczywiście) z brązowym ryżem, prezentuje się tak:
Z boku widać surówkę karmiącą kandydę - jedno jabłko utarte z jedną marchewką, skropione sokiem z cytryny. Robione ze składników znalezionych. Smacznego :)

P.S. Nienawidzę klasycznych mielonych, nie lubię niespodzianek w postaci kawałków cebuli i bułki, ani panierki, ani tego, że w efekcie w środku są surowe. Ja w ogóle nigdy nie lubiłam mielonych. Nie licząc sznycli Mamy Autystyka, które może kiedyś też zaprezentuję :)