środa, 18 marca 2009

Kura.

Wykonanie tego oto posiłku zleciłam Nadwornemu Malarzowi, szybko analizując zawartość lodówki i skoro ona sobie poradziła, to każdy da radę. Mnie przy wykonywaniu nie było.

Kura z cacykami. Może być z czymkolwiek, ale mamy nadmiar ogórków.

Pierś pojedynczą kroimy tak, żeby było po dwa plastry na osobę. Nie wiem, jak Malarz tego dokonała, ale ja tylko konsumowałam. Obtaczamy w przyprawach. W naszym przypadku była to własnoręcznie (pozdrowienia dla sanepidu w pewnej podgórskiej miejscowości, kochamy was :*) wykonana sól ziołowa, na którą przepis podam, jak dorwę kabel do komórki. W soli było za mało soli, więc było niesłone. Ale i tak pyszne. 
Zostawiamy zwłoki do przegryzienia i przygotowujemy sobie miejsce pracy. Można oczywiście położyć mięso na grillu lub patelni beztłuszczowej i będzie niskokaloryczny obiad, ale my lubimy tłuszcz. Dlatego na talerzyk wysypujemy mąkę żytnią (tę, co do chleba) i potłuczone płatki kukurydziane, a w pojemniku roztrzepujemy jajko z wyżej wspomnianą solą i czosnkiem (dużo czosnku). 
Pilnujemy, żeby wszystko było w odpowiedniej kolejności, żeby nie ganiać po całej kuchni jak Nadworny Malarz. Ona to lubi. Kawałki zwłok do mąki, jajka i kukurydzy i na patelnię na dużo rozgrzanego tłuszczu. Przesadzam. Nie musi być dużo. Smażymy, aż nie będzie widać pojedyczych płatków. Przynajmniej tak twierdzi Malarz. Ja się nie wtrącam, ważne, że zjadłam. Podajemy z cacykami, bo nic więcej w domu chwilowo nie było.Bonapetit.

P.S. I tak najlepszy był omlet z resztek! I składamy oficjalne życzenia Nadwornemu Malarzowi. Wiek ma już niebanalny! 

1 komentarz: