niedziela, 3 maja 2009

Muszę się pochwalić.

Jestem geniuszem. Przyjechałam w środę do domu i radośnie w czwartek zaczęłam wchodzić w schematy. Palenie w piecu, gotowanie obiadu, mycie garów, przerabianie chleba. Pierwszy raz od listopada 2006 roku po przerobieniu chleba nie odłożono zaczynu.

Tak, zapomniałam odłożyć trochę ciasta. Tak, dzięki mnie o mało nie byłoby co jeść. 

Mama Autystyka wzięła żur i wymieszała go z surową mąką. Sklepy pozamykane, długi weekend. 

Jeśli mam być szczera, to dzięki mnie jedliśmy najlepszy chleb w naszym życiu. Żur z dodatkami ociągał się i Tata Autystyka pojechał po zakwas ze słoikiem do piekarni. Trudno uwierzyć, ale mu dali. Nie wiem, jakie wspomagacze miał ten zakwas, ale chleb odlot. Żur też daliśmy, a co!

Do dobrych rad dodaję: nie rób zakwasu sam - w piekarni mają go na wiadra. I do ciasta można wlać trochę żuru. Nie szkodzi. Zastanawiam się teraz, czy cokolwiek ciastu szkodzi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz